czwartek, 16 lipca 2015

żałoba:)


Witajcie, (....) Długo mnie nie było, ale przez czas nieobecności na blogu działo... Niestety, traumatyczne wydarzenia dosięgły naszą rodzinę: Ale nim dojdę do sprawy — pokrótce streszczę bieg wydarzeń. Na początku maja br. odbyła się I komunia naszej bratanicy i wnuczki -10 maja. Po komunii poważna operacja cioci — siostry mamy. C25.1- Nieresekcyjny rak trzonu i ogona trzustki. Zespolenie żołądkowe jelitowe, zespolenie jelitowe- jelitowe. Cholecyastectomia, drenaż. Stan b.poważny. Po operacji transport z Krakowa do nas. Następne etapy jej bolesnej drogi to: Kraków i okolice Rzeszowa skąd pochodziła. Cała rodzina z naszej strony, jej męża, była zaangażowana do pomocy. Ja w międzyczasie odbywałam leczenie sanatoryjno- szpitalne w Goczałkowicach-Zdroju. Od 10 czerwca do 1 lipca. Po powrocie towarzyszenie w ostatnim tygodniu aż do śmierci, która nastąpiła- 8.07.2015.r. Ciocia była chrzestną moją i najmłodszego brata. Byliśmy obecni przy odejściu we czwórkę. My z mamą oraz obydwaj bracia. U nas w domu. Przez ostatni tydzień miała zapewnioną opiekę z hospicjum domowego. Lekarz, pielęgniarka pomagały Mamie przy cioci w walce z bólem. W ostatnim etapie życia leżała w pampersach i pielucho- majtkach... Po moim  powrocie z  uzdrowiska z Goczałkowic to ostatkiem sił jeszcze chodziła za potrzebą do toalety przy pomocy mamy. Od weekendu do środy coraz gorzej, była bardzo słaba i nie dawała rady. Po śmierci formalności i załatwiane transportu na wieś na pochówek skąd pochodziła do rzeszowskiego. Od paru dni jesteśmy już domu, ale za jakiś czas musimy jechać. Na wieś pomóc wujostwu posprzątać cioci gospodarstwo. To tyle. Kończę, bo zaraz ma przyjść pielęgniarka hospicyjna po pozostałą porcję leków, jakie zostały. Do zobaczenia. Proszę o modlitwę za śp. Aleksandrę. Dziękuję. Pa.